wtorek, 30 lipca 2013

Something New

Włącz : Klik
Otworzyłam moje zaspane oczy. Od razu co zobaczyłam to klatkę Harry'ego. On jeszcze spał. Zaczełaś przejeżdżać palcem po jego jaskółkach na obojczykach. Poźniej twój wzrok przeniósł sie na jego twarz.
T: Wyglądasz tak słodko kiedy śpisz. Tak idealnie, twoje loki w takim nieładzie, brakuje jeszcze tych cudnych zielonych oczu i słodkich dołeczków.
Westchnęłaś i usiadłaś na skraju łóżka plecami do niego.
T: Kocham cię wiesz ? Wiem, ze mnie teraz nie słyszysz, może to i dobrze, ale tak jest. Lecz czuje też coś do Louis'a i tego nie zmienie dobrze o tym wiemy.
Przez to pogorszyły sie moje reacje z tobą i nawet Lou i jeszcze wy sie niekoniecznie dobrze dogadujecie. Tak to wszystko moja wina.
Jestem taka pogubiona. Kiedy byłam z tobą myślałam że to był błąd bo był Lou, ale kiedy jestem z nim to myśle tak samo, ponieważ jesteś ty i nie chce, żeby ktokolwiek z was był nieszczęśliwy przeze mnie.
Nie wiem sama co robić, wiesz teraz Lou będzie miał El, ale jeżeli on coś do niej czuje nadal to może powinnam to skończyć. Fakt może nie mam do niego aż tak wielkiego zaufania.
Właściwie po co ja ci to mówie skoro i tak mnie nie słyszysz ? Matko zaczynam gadać sama do siebie.
Spojrzałaś jeszcze raz na niego i poszłaś do siebie. Postanowiłaś troche doprowadzić sie do kultury. Kiedy spojrzałas za okno zauważylas taksówkę i Louis'a , który pakował swoje walizki do bagażnika. Przygryzłas dolną wargę i pobiegłaś szybko na dół. Może jeszcze nie odjechał.
Otworzyłas drzwi wejściowe podbiegłas do niego i rzuciłaś mu sie na szyje. On również cie mocno objął.
Łzy spływały ci strumieniami, kiedy pomyślałaś, że to może być wasz ostatni w ciągu tego roku przytulenie, ostatni raz zaciągniesz sie jego zapachem.
On chyba zauważył, że płaczesz i ujął twoją twarz w dłonie i palcami delikatnie je wycierał. Spojrzałaś w jego lazurowe tęczówki.
L: Nie płacz słyszysz ? Nie chce, żebyś przeze mnie cierpiała. Przepraszam za naszą ostatnią kłótnie, to było bezsensowne zachowywałem sie jak ostatni dupek. Przepraszam.
Pocałował mnie lekko w czoło i jeszcze raz mnie objął, gładząc mnie po głowie.
Po chwili oderwalas sie od niego i wytarłaś twarz. Nastała cisza i już chciałaś coś powiedzieć, ale on zaczał pierwszy.
L: Słyszałem co mówiłaś Harry'emu
T: Podsluchiwałeś ?
L: Tak mozna powiedzieć. I teraz w końcu wiem co czujesz. Jesteś pogubiona i nie masz do mnie takiego zaufania, żeby mnie z nią gdziekolwiek puścic prawda ?
Lekko pokiwałas głową.
L: Nie jest ci zimno ? Przecież nie ma nawet powyżej 10 stopni a ty w krótkich spodenkach, chodź dam ci bluze...
Pokręciłaś głową i znowu na niego spojrzałaś.
T: Lou nie zmieniaj tematu, to co teraz zrobimy ? Nie mozemy w ten sposób sie ranić, pewnie tobie też nie jest na ręke, że zostaje z Harry'm. Mam racje ?
L: Tak masz racje. Ja znam Harry'ego. Będzie wiele takich sytuacji, gdzie będziecie siebie tak blisko, że sama bedziesz chciała go pocałować i nie wykręcaj sie, bo tak będzie za każdym razem.
Jeżeli mamy oboje myśleć o sobie i zamartwiać sie co kazde z nas robi, moze właśnie teraz sie całują albo obejmują, nie wiem może tak być, wiec może to... zakończmy.
Powiedział po długiej pauzie, widać, że jemu też jest cięzko to mówić.
T: Ty naprawde tego chcesz ?
L: Nie wiem, ale myśle, że tak własnie będzie najlepiej, a jeżeli bedziemy chcieli do siebie potem wrócić to tak zrobimy. Ale chce wiedzieć, że ty też tego chcesz, bo nie chce żeby to była tylko moja decyzja. To jak zgadzasz  sie czy masz inny pomysł ?
Zatkało cie. Myślałam, że damy sobie czas, ale żeby od razu zerwać ? Nie tego chciałam, zresztą jeżeli i tak dałabym mu czas to dobrze wiem, że on i tak będzie wolał ją ode mnie.
L: Skoro jeszcze sie namyślasz to chciałem ci to dać na twoje urodziny. Może to nic orginalnego, ale chce, żebyś czasami do tych chwil powróciła.  Zamknij oczy.
Spojrzałaś na niego ze zdziwieniem.
L: No zamknij je.
Powiedział z uśmiechem. jak może sie w takiej chwili uśmiechać, kiedy własciwie ze sobą zrywamy. Nie ogarniam. Westchnełaś i zamknęłas oczy. Wyciągnął moje rece w jego strone a na nie położył coś prostokątnego. Otworzyłas oczy i spojrzałaś na niego ze zdziwieniem.
L: To album z naszymi zdjęciami. Upamiętnialiśmy na zdjęciach każdą naszą chwile, pamiętasz ?
Uśmiechnęłaś się lekko, przeczytałas napis na wierzchu albumu :
                                       " Friends 4ever"
L: Zawsze nimi będziemy bez względu na to co sie stanie. Pod kazdym zdjęciem jest data i miejsce, żebysmy nie zapomnieli, kiedy to było.
Miałas wielką gule w gardle, znowu zaczęly lecieć ci łzy. On po raz kolejny cię przytulił. Czułaś ciepło, od niego bijące. Czułaś że bedzie ci go bardzo brakowało.
L: Nie chce cie widzieć takiej zapłakanej, prosze nie płacz.
Znowu zajęłaś sie swoimi łzami, które juz leciały strumieniami.
T: Dzięki. Jedź już bo sie spoźnisz na samolot.
L: Ale..
T: Po prostu jedź.
Miał już wejśc do auta, a ja spuściłam głowe i już sie prawie odwróciłam plecami kiedy on obrócił mnie w jego strone, jego dłonie powędrowały na moje policzki i zderzył moje wargi z jego.
To wszystko działo sie tak szybko, było to dla ciebie takim dużym zaskoczeniem, że wypadł ci album z rąk. Twoje ręce teraz ściskały jego rozpiętą bluze, a jego nadal trzymały moją twarz tak jakby sie bał, że bede chciala gdzieś mu uciec.
Kiedy już skończyliśmy, a trwało to dosyć długo bo żadne z nas nie chciało tego kończyć, on odsunął swoją twarz, ale była zarazem tak blisko że czułam jego oddech. Spojrzałam mu w oczy, a jego palec przejechał delikatnie po moim policzku. Przeszedł mnie lekki dreszcz.
L: Kocham cię.
Schylił się i podał mi album. Uśmiechnęłaś sie lekko.
Spojrzałaś na waszą splecioną dłoń. I nie mogłas uwierzyć, że ten widok widzisz po raz ostatni.
T: Jedź już bo serio sie spoźnisz.
L: Eh jasne.
Zabrał swoją dłonią, ale złapalas ją jeszcze raz.
Podeszłaś do niego, stanęłaś na palcach i twoje usta były teraz koło jego ucha.
T: Też cię kocham Tomlinson.
Uśmiechnął się szeroko.
L: Nie wiedziałem, że jeszcze to od ciebie usłysze.
Uśmiechnełaś sie, a on pocałował cię w ręke.
L: Wiesz Harry bardzo sie zmienił od czasu incydentu z Victorią, pewnie to zauważyłaś prawda ?
T: Może a czemu mi to mówisz ? I to w takim momencie ?
L: Bo myśle, że boisz sie być z nim przez to co sie zdarzyło, że znowu cię zrani albo zdradzi mam racje ?
T: To też jest powód.
L: Uwierz mi Harry zmienił się, widać jak na ciebie patrzy. Chyba dopiero teraz to uśwaidomił sobie jak mu na tobie zależy, wiec nie bój sie spróbować ten ostatni raz. Wiem że teraz wam sie na pewno uda.
T: Ale przecież jezcze niedawno traktowałeś go jak rywala, a teraz mówisz o nim takie rzeczy. to bez sensu.
L: Jest sens. Chce żebyś była szcześliwa, ze mną nie byłaś, a teraz możecie spróbować.
T: Nie Louis to nie tak byłam z tobą szczęśliwa, ale..
L: Ale ciągle myślałaś o Harry'm, że każdy nasz pocałunek go zrani, tak samo było kiedy byłas z nim, bo wtedy myslałaś o mnie. Wiec teraz o mnie zapomnij i bądź szczęśliwa z osobą która naprawde cię kocha.
T:  To mnie nie kochałeś wcześniej ?
Zasmiał sie lekko a ja po raz kolejny byłam zdezorientowana.
L: Kochałem i dalej kocham. I jeżeli będziemy przyjaciółmi i pojdziemy w swoją stronę, będziemy szczęśliwi osobno, ale dalej będziemy wiedzieć, że nam na sobie zależy.
T: Może i racja.
L: Tak mam całkowitą racje i masz tą bluze bo cała sie trzesiesz.
Okrył mnie swoją bluzą, a ja sie uśmiechnęłam.
T: Przyjedziesz na sylwestra ?
L: Mam nadzieje, bo chciałbym go spędzić z wami i oblać to co zdarzyło sie w tym roku, a tak szczerze to bardzo dużo sie zdarzyło.
T: No tak za dużo wrażeń jak na jeden rok. Pewnie jak przyjedziesz to z El tutaj prawda ? Wejdziecie trzymajac sie za ręce.
L: Nie wiem czy chce z nią być. Trochę minęło, ale nie wiem czy jestem gotowy.
T: Gotowy ? Nie wciskaj ściemy. Założe sie, że będziesz z nią jeszcze w tym tygodniu. Widziałam jak na siebie patrzycie na tych zdjęciach. Tacy zakochani.
Zaśmiałas sie, a on tylko uniósl brwi.
T: Mam racje, nie oszukuj sam siebie. Dobra wiesz bo serio zaraz ci ten samolot odleci.
L: Cholera nie chce tam jechać.
Przytuliłas go mocno i poklepałaś po ramieniu.
T: Pa Louis.
Znowu zbierało ci sie na płacz, jego oczy również sie szklily.
T: Jedź zanim sie oboje rozkleimy.
Uśmiechnął sie i wszedł do taksówki po chwili odjechał. Stałaś tam wpatrzona w punkt gdzie staciłaś ja z oczu. W pewnym momencie poczułaś kropelki wody. Potem zaczał już lać deszcz. Nie zawracałas sobie nim głowy chociaż zastanowiłas sie czemu zawsze w takich chwilach musi spaść deszcz.
R: Chodź przeziebisz się !
Nie słuchałas jej dalej tam stałaś i jeszcze bardziej ściskałaś swój album.
R: Żyjesz ? Nie możesz tu stać, chodź do domu.
T: Nie zabierzesz mnie stad nawet siłą.
Westchnęła i poszła. Po kilku minutach przyszedł z nią Zayn. Wziął mnie w pół i przerzucił. Teraz byłam na jego ramieniu.
T: Puść mnie ! Zayn !
Z: Słuchaj sie starszych.
Weszliśmy do domu a on zostawił mnie na kanapie w salonie. Sam usiadł na fotelu po przeciwnej stronie,a Rose obok mnie.
Z: No to powiedz o co chodzilo. Jesteście dalej razem.
Pokręcilaś lekko głową i zalałaś sie łzami. Rose objęła cię ramieniem i pocałowała w głowę. Zayn gdzieś poszedł.
R: Nie martw sie, wszystko sie ułozy. Przecież bedziecie przyjaciółmi. To nie koniec świata tylko początek czegoś nowego. Może w końcu zauważysz Loczka.
T: A kiedy ja go nie zauważałam ? Po za tym co wy sie tak na niego uparliście ?
R: Louis też chce żebyś z nim była ?
T: Nawet nie wiesz jaki mi wykład zrobił jak sie zmienił. Kocham go, ale to nie oznacza żebym już była z Harry'm, błagam może troche czasu mi daj.
R: Znajac ciebie i tak zaraz znim będziesz. Dobra przestań już smutać.
Po chwili przyszedł Zayn z Harry'm. Czułas jego wzrok na sobie jednak nie podniosłas głowy. NIe chciałaś żeby widzial cie w takim stanie.
H: Chodź rozerwiesz sie troche.
T: Harry nie chce mi sie nigdzie iśc. Nie mam ochoty.
H: A czy ja sie ciebie pytam ? Ja stwierdzam chodź.
Pociągnął mnie za ręke do kuchni.
H: Pomożesz mi. Umiesz robić pierogi ?
T: Pierogi ? Po co ci teraz pierogi ?
H: Mam wielką ochote na pierogi z twarogiem. To jak pomożesz mi młoda ?
Spojrzałas na niego i pokręciłas głową. Wyjęłas najpotrzebniejsze skladniki i zabierałaś sie do pracy. Harry patrzył na ciebie z zaciekawieniem.  Jednak bardziej patrzył sie na ciebie niż na to co robisz.
T: Pomożesz czy bedziesz sie tak na mnie gapił ?
H: Wole sie jednak na ciebie patrzeć.
Zjechałaś go wzrokiem a on uśmiechnął sie ukazujac swoje dołeczki.
H: Dobra dobra to co mam robić ?
T: Posyp mąką blat, żeby ciasto nie przywarło.
H: O tak ?
Odwróciłas sie do niego, twoja twarz już była cała biala. Starłaś z oczu mąkę i spojrzałaś na niego groźnym wzrokiem.
T: Miałeś posyp blat a nie mnie !
Wzięłaś torebkę mąki, włożyłas do środka ręke i garść mąki nasypałaś mu na jego loki.
T: Jesteśmy kwita.
H: Nie koniecznie
Po chwili zaczęliście obsypywac sie mąką az byliście cali biali. Ciągle sie śmiałaś a on z tobą. Kiedy mąka sie skończyła, poszłas sie umyć i przebrać. Po pół godzinie była sucha i czysta. Potem przyszedł Harry i usiadł koło ciebie na łóżku.
Nowy rozdział :3
I jak Wam sie podoba ?
Powiem szczerze że sporo sie namęczyłam żeby napisać to całe zerwanie, jakoś wszystko mi nie pasowało, ciągle cos zmieniałam :/
Ktoś sie domyslał, że tak sie stanie z ich związkiem ? :D
No niestety nie bylo im pisane jednak sa przyjaciólmi, co jest bardzo ważne :)
Początkową "rozmowę" Waszą z Harry'm napisałam nie bez powodu, bo jeszcze do niej wróce ;)
Nie wiem ale wydaje mi sie że wyszedł mi dosyć długi nie uwazacie ? No i jeszcze jest sporo dialogów co jest raczej na plus :D
Dziękuje za komentarze i za to że ze mną jesteście <33
To dla mnie bardzo dużo znaczy <3
Czekam na Waszą opinie :)
Do następnego <3
Olcia Styles

środa, 10 lipca 2013

Say You're Just A Friend


Włącz : KLIK

Nie lubie kłamać. W ogóle po co kłamać ?
Kiedyś nauczyłam sie, że w życiu kłamstwo nigdy nie prowadzi do niczego dobrego.
Z tego są same problemy, a z małego kłamstewka zrobi sie ogromne kłamstwo, w ktorym już nikt sie nie połapie. Nie będzie sie dało go odkrecić.
Przez kłamstwa możemy stracić osoby na ktorych nam zależy. Stracić ich zaufanie, które trzeba poźniej bardzo długo odbudowywać.
Dlatego boje sie brnąć dalej w to kłamstwo, bo okłamujemy tych bez których bylibyśmy tetaz nikim. One Direction nie istniałoby bez fanów, których oszukujemy moim związkiem z Harry'm.
I mam jedno pytanie : Po co mamy to robić ? Co to da fanom ? Co to da nam ?
Narazie to fanom świadomość, że jestem z nim, a co daje mi to tylko kłótnie z Louis'em, których teram mam pod dostatkiem.
Bez fanow jestesmy niczym. Bez nich nic byśmy nie osiągnęli dlatego nie rozumiem skąd ten pomysł.
I co teraz jak będziemy jechać to mam trzymać Harry'ego za rekę tak na oczach Louisa ? Będe sie czuła okropnie.
To jest chore, w końcu jestem jego dziewczyną a nie Hazzy. Mam nadzieje, ze w końcu sie to wszystko skończy i nie bedziemy musieli kłamać przed fanami, dzieki którym jestesmy kim jesteśmy.
Uważam, że to wszystko jest bez sensu i myśle że nigdy nie zrozumiem rozumowania naszego menadżera.
Mam nadzieje, że podczas wywiadu wszystko pojdzie idealnie.
Czekam na chłopaków w salonie. Czy oni nie mogą sie ruszyć ? Przecież mieli tu być już 10 minut temu.
A mówią, że to dziewczyny nigdy nie mogą sie wyszykować na czas...
T:  Mozecie się ruszyć ?! Ile można na was czekać ?!
Po chwili zjawiło sie całe One Direction w salonie.
T: Wreszcie... no to chodźcie.
Chciałaś juz wyjść, kiedy Zayn zagrodził ci drogę. Spojrzałas na niego dziwnym wzrokiem.
Z: Czy ty nie widzisz co sie dzieje za oknem ?
Westchnełas ciężko i podeszłaś do okna. A za nim stało z tuzin paparazzi. Wytrzeszczyłaś oczy nie mogąc w to uwierzyć, że az tylu ich jest.
T: To co teraz robimy ?
Hazza wyciągnął ręke i dał mi okulary, potem złapał mnie za ręke i wyszliśmy. To było straszne. Kiedy wyszliśmy, wszyscy sie na nas rzucili i obsypywali nas pytaniami. Szybko weszliście do samochodu i ruszyliście. Kiedy dojechaliście do studia było to samo, tylko było ich więcej. Nie sądziłaś ze gwiazdy maja aż tak ciężko. Jednak jakoś udało wam sie przejśc.
Weszliście i potwierdziliście wasze przybycie. Było jeszcze 30 minut do wywiadu, więc poszliście do garderoby. Usiadłas na najbliższym fotelu. Zaczęliscie rozmawiać o waszej trasie koncertowej, gdzie, kiedy, jak. Lecz przez cały czas obserwowałaś Lou wyraźne i miał bardzo smutną minę, jakby sie nie cieszył z trasy.
Nim się obejrzałaś, a za minutę zaczyna sie wywiad. Złapałas głeboki oddech, a ktos złapał cię za reke, byłas pewna że to Louis.
H: Nie denerwuj sie tak.
Zdziwiona popatrzyłałs na niego. Nie wiedziałas, że musicie nawet tutaj pokazywać, że jesteście para.
H: Coś się stało ?
Jednak nie zdążyłaś odpowiedzieć, bo usłyszałaś, że macie już wyjść przed kamery.
Ty wyszłaś pierwsza razem z Harry'm za ręke, a za wami reszta. Fanki piszczały jak oszalałe. Usiedliście na wielkiej kanapie i po mimo, że była was szóstka, zmieściliście sie. Na początku były pytania o trase koncertową, o naszą płytę.
Potem prezenterka poprosiła nas żebyśmy cos zaśpiewali, co było dla ciebie dużym zdziwieniem. Mieliśmy zaśpiewać duet, który promuje naszą płyte.
Spojrzałas na Harry'ego z błagalną miną, żebyśmy tego nie śpiewali, jednak on pociągnął mnie na scene.
Na początku śpiewał Harry a fanki zaczęly piszczeć, w tym czasie spojrzała za siebie na Louis'a. Usmiechnął sie do ciebie a ty odwzajemniłaś uśmiech. Poźniej zaczęlaś ty, a Harry odwrócił sie w twoją stronę i czułaś jego wzrok na sobie.
Na refrenie w końcu na niego spojrzałaś a on przez to sie uśmiechnął, i kiedy skończyliśmy jego uśmiech jeszcze bardziej sie rozszerzył i pokazał swoje dołeczki i objął mnie ramieniem i wszyscy zaczęli bić brawa.
Potem usiedliśmy na swoje miejsce. I zaczął się temat mojego związku z Harry'm.
Pre: No to jak widze że was związek rozkwita, jest między wami niezła chemia.
Uśmiechnęłam sie pod nosem i czekałam aż coś odpowie Harry.
H: Tak jesteśmy bardzo szczęśliwi.
Pre: Widać to na tych zdjęciach. Sami zobaczcie.
Spojrzałas na wielki telewizor, a w nich ja i Harry. Pierwsze zdjęcie było kiedy trzymaliśmy sie za ręce, potem jak mnie Harry obejmował...
Modliłas sie w duchu aby nie pokazali tego kiedy sie całujemy....nie kiedy sie całujemy.
Jednak moje marzenie legło w gruzach tak szybko, kiedy zostało pokazane to zdjęcie. Spojrzałam sie na Harry'ego, a potem na Louis'a. Wpatrywał sie w to zdjecie z wielkim smutkiem. Potem nasze spojrzenia sie spotkały, jednak on od razu spojrzał sie gdzie indziej.
Wiedziałaś że tym razem ci tego nie wybaczy. Byłaś pewna kolejnej kłótni kiedy wrócimy do domu.
Tylko że ja nie mam żadnego wytłumacznia na to co się stało.
Jednak kiedy prezentarka przestała opowiadać jacy jestesmy słodcy i tak dalej zaczeła temat o Louis'ie i Eleanor ?
To mnie dosyć zdziwiło.
Pre: No to teraz Louis, podobno zerwałeś Eleanor kilka miesięcy temu, jednak wczoraj widziano cię z kawiarni i na spacerze. Czyżby o czyms nie wiemy ?
Włączyła znowu zdjęcia tym razem jego i Eleanor. Było ich kilka. Jednak każde bolało tak samo. Wiem, że ja zrobiłam coś gorszego ale jednak nie robimy tego specjalnie i specjalnie tutaj go nie zdradzam.
Trzymanie sie za ręce w kawiarni, przytulanie... co to ma być ?
Po co on to robi ?
Myślałam, że on jej nie lubi, że jest wobec jej obojętny.
Spojrzałam na niego i chyba był tak samo zszokowany jak ja. W końcu spojrzał sie na mnie. Pokręciłam lekko głowa i odwróciłam wzrok. Czułam, że zaraz sie rozpłaczę. W pewnym momencie Harry złapał mnie za ręke i uśmiechnął sie do mnie dodając mi otuchy.
L: Znaczy my jesteśmy tylko przyjaciółmi. Po prostu nie widzeliśmy sie długo i postanowiliśmy, po mimo tego co się miedzy nami zdarzyło dalej sie przyjaźnić.
Zrobiłam zniesmaczoną minę po tej wypowiedzi, ale widać że prezenterka w to uwierzyła i nie zadawała więcej pytań na ten temat.
Po tym wywiad szybko sie skończył i wróciliśmy do domu.
Wbiegłam szybko do niego unikajac spojrzeń chłopaków. Położyłam sie na łóżku, ale nie chciałam plakac byłam na niego po prostu zła. Ktoś zapukał do pokoju. Spojrzałaś na drzwi a w nich stał Louis.
T: Nie chce z tobą rozmawiać. Wyjdź i mnie zostaw w spokoju.
L: Nie, musimy porozmawiać i nie wyjde dopoki nie porozmawiamy.
T: Dobra proszę mów.
L: Wiem jak to wyglądalo, ale my sie po prostu przytuliliśmy na pożegnanie między nami nic nie ma. Prosze uwierz mi.
T: No tak super powiedziałes jedno zdanie i myslisz, że już ci uwierze. Po co sie z nią spotkałeś i niby kiedy to było ?!
L: Jak ty poszłaś z Harry'm na waszą udawana randke, która z mojego punktu widzenia wcale nie była udawana ! Wkurzasz sie na mnie, a sama całujesz sie z Harry'm ?! A ja nie mogę nawet jej przytulić kiedy sie żegnamy. No to jest chore !
L: I tak na marginesie to spotkałem sie z nią w sprawie wyjazdu i jakbyś nie wiedziała to wyjeżdzam jutro !
T: Jutro ?! Czemu ?! A co z płytą i.. moimi urodzinami ? Mieliśmy je wspólnie spędzić pamiętasz ? Moje 18.
L: Płyta i tak zostanie wydana, a trasa zostanie przełożona na styczeń zaczniemy od razu po nowym roku.
T: Tak poźno ? To ile tam z nią bedziesz ?
L: No wiesz teraz mamy połowę listopada bede tam miesiac, a potem świeta gdzie jade do rodziny wiec wróce w nowym roku.
T: Świetnie a chłopaki juz wiedzą ? I Simon ?
L: Tak gadałem z nimi. I jest mi strasznie przykro jeżeli chodzi o twoje urodziny, zupełnie o tym nie pomyślałem...
T: Wcale nie jest ci przykro Louis, wiesz co mam gdzieś kiedy ty pojedziesz czy wrócisz. Ty chcesz tam jechać, bo będzie z tobą Eleanor i dla ciebie teraz tylko to sie liczy. Życzę miłego wyjazdu z twoją była dziewczyną, o której jeszcze niedawno nie chciałeś nic słyszeć ! Co sie zmieniło ?!
To albo ze mnie robisz idiotkę albo oszukujesz sam siebie ! Więc zdecyduj sie w końcu którą wolisz !
L: I kto to mówi ? Może w końcu sama sie zdecyduj, który z nas jest dla ciebie ważniejszy. Ja czy Harry ? Bo jak narazie widze to z nim spędzasz wiecej czasu niż ze mną ! Bo jak ty masz obawy i nie masz do mnie zaufania to ten związek może powinien sie zakończyć !
Zamurowało cię. Louis'owi tez zmieniła sie mina.
L: (T.I)... ja nie chciałem tego powiedzieć...nie o to mi chodziło, nie chce tego kończ...
T: Ale powiedziałeś a tego już nie cofniesz ! Ja nie mam zaufania to moze spojrz na siebie. I to niby Harry nie potrafi być z jedną dziewczyną ! Ciekawe bo to widać ty masz z tym problem !
Wybiegłaś z płaczem z pokoju i usiadłaś na huśtawce za domem.
Bałaś się, ze będzie wolał ją od ciebie, że na kazdym kroku ona będzie chciała go uwieść.
Chociaz Louis może mięc podobne obawy co do ciebie i Harry'ego.
Może potrzebujecie czasu, żeby od tego ochłonąc. Może po tych prawie dwóch miesiącach zrozumiecie, że kochacie tylko siebie.
Niestety to jest tylko " może" i nie wiadomo co sie zdarzy i jak potoczy sie nasz los.
Jednak wiesz jednego, że kochasz Louis'a i bez względu na to czy będziesz przytulać sie z Harry'm przed prasą czy nie, twoje uczucie i tak sie nie zmieni.
Nie chciałąś dalej tu siedzieć wiec poszłaś do pokoju. Po tym od razu położyłas sie do łóżka.
Nie mogłas spać, ciągle sie budziłas. Mysl, że on wyjedzie z nią, a wy jesteście skłóceni przyprawiała cię o dreszcze.
Wstałaś z łóżka przed 6, bo nie mogłas już dalej bezczynnie leżeć. Pomyślałaś, że Harry już nie śpi, chociaż wiedziałas że to nie mozliwe. Weszłas do pokoju, ale on jeszcze spokojnie spał. No cóż jedyne wyjście to po prostu go obudzić...
T: Harry śpiochu wstawaj.
Zaczęłas skakać po łóżku i lekko nim potrząsałaś .
H: Co ? Obudziłas mnie !
Powiedział zaspanym głosem.
T: Oj daj spokój. Ciesz sie, że nie oblałam cię wodą. Chociaż mogłam to zrobić od razu skoro jesteś taki nie miły.
H: Ja nie miły ?
Zaczął mnie łaskotać, a ja nie potrafiłam opanować smiechu. Teraz i ja leżałam na łóżku koło niego. Przykryłam się kołdra po same uszy. Leżeliśmy tak troszkę, kiedy on zaczal sie podejrzanie uśmiechać.
T: No co ?
H: Wyglądasz ślicznie, a tak po za tym to już dawno nie leżeliśmy razem w jednym łóżku. Co to za zmiana ?
T: Żadna zmiana i daruj sobie komplementy, bo wiem jak wygladam po nieprzespanej nocy.
H: Nie spałaś ? Czemu ?
T: Wczoraj sie pokóciłam z Louis'em pewnie słyszłałeś. W dodatku on dzisiaj już wyjezdza. On niczego nie chce zrozumieć, nie potrafi sie postawić na moim miejscu. Nie byo czegoś takiego kiedy byliśmy przyjaciółmi. Wtedy zawsze mnie rozumiał, potrafił pocieszyć.
H: Nie martw sie. W końcu to wszystko minie, może potrzebujecie czasu, żeby to przemyśleć.
T: On nie będzie miał czasu niczego przemyśleć, bo na okrągło będzie z Eleanor.
H: Słuchaj znam Louis'a i nawet z nim o niej niedawno rozmawiałem. On nic do niej nie czuje. A teraz śpij bo nawet 6 nie ma.
Uśmiechnęłaś lekko, odwróciałaś sie do niego plecami i zamknęłas oczy. Harry objął cie ramieniem i przybliżył do siebie tak, że wasze ciała stykały sie ze sobą. Otworzyłas oczy i spojrzałaś na niego.
T: Harry ?
On jednak udawał że nie słyszy i nic nie odpowiedział. Przewróciłaś oczami i zasnęłaś.
Nowy rozdział <3
Nie wiem nie mam o nim zdania sami go oceńcie :)
Jakby co nowy rozdział pewnie dopiero w sierpniu,bo zaraz wyjeżdzam i nie bede mogła napisać rozdziału :/
Ale jak wróce będe od razu brała sie za napisanie go :)
Jak widzicie Lou ma coraz lepsze kontakty z El, a Wy z Harry'm :)
Co z tego wyniknie ? :D
Powiem Wam że bardzo dużo, ale nie chce tutaj wiecej zdradzać ;)
Dziękuję Wam , że po  mimo mojej długiej nieobecności nadal jesteście ze mną <33
Piszcie co myślicie o tym rozdziale :)
Pozdrawiam <33
Olcia Styles

poniedziałek, 1 lipca 2013

Lie Used To Destroy Us

Włącz :  KLIK

Po chwili usiadłaś na łóżku, gdy do Harry'ego zadzwonił telefon.
T: Kto to ?
H: Victoria.
Mina ci spoważniała i zaczęłaś bawić sie palcami. Byłas pewna, że dzwoni by mu powiedzieć czy to on jest ojcem jej dziecka. Spojrzałaś na niego, a minę miał przerażoną, kiedy z nią rozmawiał.
Miałas najgorsze przeczucia. Przez to zmarnuje sobie całe życie. Jego kariere i swoją pasję. A w dodatku będzie to dziecko, którego nie kocha, a jej matki również. Jak to łatwo można sobie zepsuć cale życie. Przez jedną głupotę, której już nie można odkręcić.
Kiedy skończył usiadł koło ciebie i schował twarz w dłonie. Nie wiedziałaś co powiedzieć. Bałaś sie wykonać jakikolwiek ruch. Zaczęło ci sie zbierać na płacz. W pewnym momencie Harry zaczał sie śmiać. Byłas zdezorientowana.
T: Harry co sie dzieje ?
Wybuchnał takim śmiechem, że nie mógł sie opanować. Wreszcie udało mu sie coś powiedzieć.
H: Jaka miałaś minę...nie jestem ojcem...okazało sie że to Jack...ale cie wkreciłem.
Spojrzałam na niego z zażenowaniem i walnęłam go mocno w ramię.
H: A to za co ?
T: Nie potrafisz sie zachowac nawet przy poważnych sprawach. Nawet nie wiesz jak sie wystraszyłam. Idę stąd bo nie mogę z tobą wytrzymać.
H: Ej obraziłas sie ?
Pokazałam mu tylko język i wyszłam.

~~ Z perspektywy Louis'a~~

Sądziłem, że już jej nie zobaczę, że nie pojawi się znowu w moim życiu.
Po prostu o niej zapomnę i wszystko będzie dobrze.
Jednak ona przyszła tutaj ze swoim zniewalającym uśmiechem, rozwianymi przez wiatr włosami.
Weź ogarnij sie Louis. Miałeś o niej zapomnieć. I tak było i jest gdyby nie fakt, że ona tutaj stoi przede mną.
I po co przyszła ?
Myślałem, że sobie wszystko wyjaśniliśmy, że urwiemy kontakt, bo nawet nie ma czasu na jakiekolwiek spotkanie, bo jesteśmy zapracowani i nie mamy dla siebie czasu.
Widać ona mysli inaczej. Ale ja jej tu nie chce, nie chce z nią rozmawiać.
Najlepiej gdyby w ogóle sobie stąd poszła i nie mąciła mi w głowie.
Nie wytrzymam niech ona coś powie, bo zatrzasne przed nia drzwi.
Boje sie tylko żeby reszta jej nie zobaczyła, szczególnie (T.I).
Niech chce, żeby sie poznały, nie potrzebne im to do szcześcia.
E: Hej Lou.
Jej głos taki melodyjny napłynął do moich uszu. Spokojny i opanowany, nie podobny do niej.
L: Po co tu przyszłaś ?
E: Musisz mi pomóc.
L: Ja ci w niczym nie musze pomagać, nie jestem ci nic winien, wiec nie rozumiem skąd taki rozkaz.
E: Oj Louis przestan dobrze ? Z tego co pamiętam to ty chciałeś poznać moich rodziców, więc masz za swoje. Lecisz ze mną do Nowego York'u.
L: A co mają do tego twoi rodzice ? Jaki znowu Nowy York ?
E: Bo to od nich musze wziąsc kase a oni są własnie w Nowym York'u. Powiedzieli, że dadza mi ją na dom, w który zamieszkam z tobą, bo oni dalej myślą, że jesteśmy razem. A nie chce już mieszkać w tych hotelach i żyć na walizkach. Zacytuje ich " damy ci kase na dom,jeżeli zamieszkacie w nim razem". Lecisz ze mna.
L: Pojebało cię ? I my mamy mieszkać w jednym domu ?
E: Serio jesteś takim idiotą czy tylko żartujesz ? Oczywiście, że nie bedziesz w nim mieszkać. Ja tylko potrzebuje ciebie do tego, żeby im pokazać jak świetnie nam sie układa i jacy jesteśmy szczęśliwi.
Później po prostu powiem, że zerwaliśmy i tyle a dom dalej będzie mój.
L: Czemu ja ? Nie możesz wziąsc kogoś innego?
E: Ja nie mam zamiaru dalej mieszkać w hotelach. Po za tym oni cię znają, a jakbym wzieła jakiegos przypadkowego to by go musieli poznać a to długo potrwa.
Niestety nie mam tyle kasy, żeby sobie wybudować wille, wiec jak pomożesz ?
L: Nie , bo to bez sensu i nie musze tego robić radź sobie sama.
W tym momencie na dół zeszła (T.I). Podeszła do mnie i złapała mnie za ręke.
Myśłałem że zwariuje.
T: Kto to ?
Eleanor popatrzyła najpierw na nia, później na nasze złączone ręce.
E: To wy jesteście razem ?
L: Tak
Nagle ręka (T,I) wypuściła moją. Spojrzała na mnie wystraszonym wzrokiem.
E: A to nie przypadkiem ty jestes z Harry'm ? To jak to w końcu wygląda ?
Już zrozumiałem o co jej chodziło. Nasz związek miał być w ukryciu. Nikt oprócz chłopaków miał o tym nie wiedzieć. Popełniliśmy wielki błąd mówiąc jej, że jesteśmy razem.
E: Teraz wszystko jasne, wasz związek nie wychodzi po za obręby tego domu, a twoim chłopakiem przed prasa jest Harry.
Bardzo ciekawe a zarazem żałosne, bo nie dość, że oszukujecie fanów to w dodatku samych siebie.
Skoro już to wiem to wypadałoby to w jakis sposób wykorzystać prawda ? Chyba, ze jest jakiś sposób, żeby tego nie wyjawiła reszcie świata, która na pewno będzie zbulwersowana, ze ich tak podle oszukujecie. Więc Louis masz jakiś pomysł ?
Usmiechneła sie cwaniacko i załozyła ręce.
L: Nie zrobie tego.
T: Ale czego o co chodzi ?
E: Pewną mała przysługe prawda Lou ?
T: Jaką przysługe Louis ?!
L: Mam z nią pojechać do jej rodziców, żeby ona wzieła od nich pieniądze na jej dom, bo przeciez biedna mała Eleanor cała kase przeznacza wyłacznie na ciuchy i kosmetyki !
E: Nie podnoś na mnie głosu ! Albo pojedziesz albo wasz sekrecik wyjdzie na jaw a potem wasza kariera sie skończy, szczególnie że słyszłam że wydajecie zaraz płytę. Wypadałoby nie podpaść fanom prawda ?
Nie wiedziałem co mam zrobić. Z jednej strony nie chce z nią jechać, zostawiać ich akurat kiedy za tydzień wydajemy płytę. Ale z drugiej strony to nie może sie wydać. Fani nas za to zabiją, że przez cały czas ich okłamujemy.
T: Musisz z nia pojechać.
L: Co ?? I mam cię tutaj zostawić ?
T: Czemu sie martwisz o mnie skoro zostaje z chłopakami ? Martw sie raczej o to żeby ona niczego nie powiedziała, bo wtedy bedzie koniec rozumiesz ? Zgódź sie nie ma innego wyjścia.
Popatrzyłem sie na nią, ale przekręciła głowe w drugą stronę.
Przełknąlem śline i z wielkim trudem powiedziałem że z nią pojade.
E: Fantastycznie no to za dwa tygodnie mamy samolot do Nowego York'u. Wszystkie szczególy podam kiedy indziej. Życzę miłego dnia.
Pomachała nam i odeszła. (T.I) zatrzasneła za nią drzwi i naburmuszona pobiegła schodami na górę. Złapałem ja szybko za ręke, a ona sie odwróciła.
L: O co ci chodzi ?
T: Jeszcze sie pytasz ? Jedziesz właśnie ze swoją była dziewczyną na wakacje z jej rodzicami i musicie być parą. Wiesz nic sie nie stało...
Powiedziała sarkastycznym tonem i uwolniła sie z mojego uścisku. Dogoniłem ją i złapałem za ramiona.
L: Dobrze wiesz że nie jade tam dla przyjemności. Sama powiedziałaś, żebym sie zgodził, więc tak zrobiłem.
T: A co wolałeś żeby wszystko wyszło na jaw ?
L: To w czym widzisz problem ?
T: A wiesz może w tym , że jedziesz tam z nią. I jeszcze macie udawać pare. No to fajnie miłego lizania z cudowną Eleanor.
L: Przestań ! Nie bedziemy sie całować co najwyżej mogę ją objąć to wszystko. Proszę ja też nie chce z nią lecieć. Uwierz mi do niczego między nami nie zajdzie.
T: Jasne.
Już miała wejść do pokoju, kiedy obróciłem ją w swoją stronę i pocałowałem. Odwzajemniła i zarzuciła ręce na mojej szyi, a ja objąłem ją w talii. Pogłebialiśmy pocałunek i stawał sie on coraz bardziej zachłanny. Miałem już zdjąć jej bluzkę, kiedy ktoś musiał nam przeszkodzić...
Z: Błagam nie tutaj.
Zaczeliśmy sie śmiać i kiedy wreszcie Zayn sobie poszedł spojrzałam na Louis'a.
L: Kocham cię. Ciebie i tylko ciebie. Ona nic dla mnie nie znaczy uwierz mi.
Uśmiechnęła sie, otworzyła drzwi i pociągnęła mnie za ręke. Zamknęła drzwi, przybliżyła sie do mnie i złączyliśmy nasze usta w pocalunku.
Jej ręce wędrowały po mojej klatce, za to moje po jej plecach. Zacząłem iść do przodu, zmuszajac ją przy tym żeby szła do tyłu. W końcu stanęła obok łóżka, lekko ją popchnąłem, żeby sie położyła, a ona pociągnęła mnie za sobą.
Zdjąłem jej bluzkę i teraz całowałem jej szyję, zaś ona odchyliła głowę, robiąc mi więcej miejsca. Schodziłem niżej i pieścilem jej dekolt i już miałem zajac sie stanikiem, kiedy ktos wszedł do pokoju.
Odsunałem sie od (T.I) i zwróciłem wzrok ku drzwiom. A w nich stał Styles ze zdziwioną miną i wytrzeszczonymi oczami. (T.I) szybko załozyła bluzkę i spojrzała pytającą miną na Harry'ego.
H: Przepraszam że tak bez pukania i w ogóle, że wam sie wciąłem, ale dzwonił Simon i prosił, żebyśmy gdzieś wyszli razem, żeby paparazzi nas zauwazyli i porobli zdjecia.
L: Niby po co ?
H: On twierdzi, że to pomoże kiedy bedzie o nas głośno przed płytą, która wydajemy za kilka dni. Ubierz sie i chodź. Poczekam na dole.
Wyszedł z pokoju, a (T.I) wstała z łóżka.
L: Czemu w takim momencie ? Jak zwykle tak to jest kiedy mieszka sie z tyloma osobami. I jeszcze pukać nie umieją.
T: Oj dobra już tak nie jęcz. Idę pa.
L: A buziak na pożegnanie ?
Uśmiechnęła sie i dała buziaka w policzek, potem wyszła.

~~ Z Twojej perspektywy~~

Zeszłam na dół, założyłam płaszczyk i wyszłam razem z Harry'm. Szliśmy w ciszy, słychac było tylko przejeżdzajace samochody i wiatr, który rozwiewał niesfornie moje włosy. Chciałam jakoś zacząć rozmowę.
T: To gdzie my mamy iść ?
H: Nie wiem pewnie musimy troche pochodzić po parku na jakiś najbardziej zatłoczonych ulicach, a potem na kolacje jeżeli bedziesz chciała.
Powiedział szorstko co mnie zdziwiło, jeszcze godzinę temu tak bardzo sie cieszył z tego, że to jednak nie on jest ojcem dziecka Victorii. Na jego miejscu humor by mi został jeszcze przez długie godziny, no ale nie chciałam wnikać.
Jednak miał smutną i zamyśloną minę. Szedł z rękami w kieszeniach i wpatrywał sie w chodnik.
H: Czemu mi sie tak przyglądzasz ?
T: Bo jesteś smutny i nie rozumiem dlaczego. Jeszcze przed chwilą byłeś taki radosny.
H: No wiesz dziewczyna która kocham nad życie własnie miała przespać sie z moim najlepszym przyjacielem, wiec chyba ma prawo być nieszczęśliwy.
Przygryzłam wargę i spuściłam wzrok. "Kocham nad życie". Te słowa nie mogly mi dac spokoju. Czy jestem dla niego aż ta ważna jak on mówi ?
Doszliśmy do parku i zaczeliśmy bładzić między ścieżkami. Postanowiłam sie troche do niego przybliżyć żeby faktycznie wyglądało, że jesteśmy razem. Teraz praktycznie ocieraliśmy sie rękami. Harry spojrzał na mnie i musnął delikatnie nasze palce. Za to ja zdecydowanie je złączyłam i teraz szliśmy za rękę. Widziałam, że Harry lekko sie uśmiechnął co było dużym plusem.
Usiedliśmy na ławce. Park o tej porze roku wyglądał pięknie. Mienił sie kolorem złota, pomarańczu i czerwieni. Po mimo, że jest zimno i tak lubię tę porę roku. Ma w sobie to coś.
Spojrzalam na Harry'ego. Bawił sie moimi palcami. Położyłam głowe na jego ramieniu i przymknęłam oczy. On niespodziewanie objął mnie ramieniem i pogładził po włosach.
T: Już wszystko dobrze ?
H: Tak i chciałem cię przeprosić nie powinienem tak zareagować. W końcu musze sie pogodzić z tym, ze wolisz jego.
Nie wiedziałaś co odpowiedziec. To było dla ciebie takie trudne. W końcu usiadłaś i odwróciłaś sie w jego stronę, spojrzał na ciebie a ty sie jeszcze bardziej przybliżyłaś. Spojrzałaś w jego zielone tęczówki, twoje palce muskały teraz jego policzek. Po chwili ujęlaś jego twarz w dłonie i przybliżyłas sie tak bardzo, że dotknęliście sie czołami. Nie mogłas sie powstrzymać i musnęłaś lekko jego wargi, które od razu to odwzajemniły pogłebiając pocałunek. Szybko sie od niego oderwałaś. Usiadłaś prosto  i spojrzałaś w chodnik i wzięłaś głeboki wdech.
T: Żeby było jasne Harry to był nasz ostatni pocałunek. Nie chce żeby Lou sie dowiedział. To nie bedzie fair wobec jego dobrze ? Mam nadzieje, że to zrozumiesz. Chciałam ci tym pocałunkiem pokazać, że jesteś dla mnie również bardzo ważny.
H: Tak wiem, ja też nie powinienem przecież to mój przyjaciel.
T: To co... przyjaciele ?
Podałaś mu ręke a on ją uścisnął. Usmiechnełaś sie lekko i wstałaś z ławki. Zaczęliście isć alejką w stronę domu.
T: Myslisz, że ktokolwiek nas widział ? Bo tak to to wszystko na nic.
H: Byli chowali sie między drzewami, ale wiesz nie chciałem ci mówić żebyś zaraz tutaj była jakaś sztywna i sie denerwowała. Musieliśmy być naturalni.
H: Wiesz że jutro masz swój pierwszy wywiad ?
T: Jak to ? Po co wywiad ?
H: No wiesz a pro po naszej plyty, trasy. Tylko sie nie denerwuj. Nie ma czym.
T: Jasne.
Powiedziałaś mało przekonującym tonem i od razu zrzedła ci mina. On chyba to zauważył i objął cie ramieniem.
H: Oj nie przejmuj się. Będzie fajnie. I chodź szybciej bo znowu będzie padać.
PRZEPRASZAM WAS BARDZO :'(
Wiem nawaliłam, rozdział dodany dopiero po miesiącu. :(
Musiałam trochę się zając nauką, żeby miec czerwony pasek i zabrakło mi czasu na dodawanie jeszcze rozdziałów. A po drugie musiałam jeszcze pomyśleć nad tym co będzie dalej w mojej opowieści i wierzcie mi mam już ja cała w głowie :)
A jak już go napisałam to to nie zapisałam i wszystko mi zniknęło wiec musiałam pisac od poczatku :/
Ale za to napisałam rozdział dłuższy tak na przeprosiny :)
No więc znowu namieszłam jak zwykle ;)
Louis wyjeżdża a pod jego nieobecność bardzo dużo sie wydarzy mogę Wam to obiecać :D
Jeszcze raz Was bardzo przepraszam :(
Mam nadzieje, że jeszcze nie zapomieliście o moim blogu :)
To chyba na tyle <3
Całuje :*
Olcia Styles

sobota, 25 maja 2013

A Part Of Me Still Loves You

Włącz :klik
Mieliście kedyś tak, że caly wasz świat potrafi sie w 5 minut rozwalić ?
I to tak bez żadnej kontroli, nie panujesz nad tym.
Brakuje ci już sił, żeby dalej z tym walczyć.
Nie wiesz co zrobić dalej. Nie chcesz żadnego oszukiwac, ani wykorzystywać, bo każdego z nich kochasz i nie wymieniłabyś ich za żadne skarby świata.
Jednak nie możesz być z jednym, raniąc drugiego.
Nie potrafiłabyś tak. Nie chcesz ich ranić.
Ale z drugiej strony co poradzisz na to, że sama nie wiesz na którym ci bardziej zależy. Ze każdy z nich jest inny i dlatego niepowtarzalny. Każdego z nich kochasz za coś innego.
Harry'ego za te jego duże, hipnotyzujące zielone oczy, za to, że potrafisz sie z nim świetnie bawić i  za to, że po prostu jest. Że ten jego uśmiech zawsze potrafi odmienić twój nawet najgorszy dzień.
I te jego loki, które dodają mu takiego uroku. Za to, że możesz z nim szczerze porozmawiać o wszystkim. I za to, że potrafi cie rozśmieszyć w kazdym momencie.
Za to Louis'a kochasz kompletnie za coś innego. Jego za to, że zawsze potrafi cie pocieszyć, umie ciebie słuchać i zawsze ci pomoże jak tylko będzie mógl.
Czujesz sie przy nim bezpiecznie i wiesz, że cie nigdy nie zawiedzie. Zawsze będzie przy tobie.
Niestety juz po części straciłaś jego zaufanie całując sie z Harry'm.
I teraz masz wielkie wyrzuty sumienia. On jest dla ciebie taki dobry i tak bardzo sie stara, a ty po prostu tego nie doceniasz, a nawet całujesz sie z jego najlepszym przyjacielem.
Nie wiesz co zrobisz. Jezeli wybierzesz Harry'ego to wtedy zranisz Louis'a i pomyśli, że nigdy go nie kochałaś, a jeżeli zostaniesz z nim, to smutna mina Harry'ego byłaby nie do zniesienia.
Nie będziesz potafila ich oszukać.
Myślałaś, że kiedy tu wrócisz będzie już wszystko normalnie, nie będziesz miała problemów, ani rozterek a juz szczególnie sercowych.
Usiadłaś na kanapie, cala mokra i wpatrywałaś sie w grający telewizor.
Nie zauważyłas nawet Louis'a, który przez cały czas stał w oknie.
Schowałaś twarz w dłoniach, jakbyś chciała schowac sie przed całym światem.
Z rozmysleń wyrwał cie Louis, któtego głos był teraz chłodny, nie taki jak zwykle.
L: Myślisz, ze nie widzialem ? Masz mnie za idiote ?
T: Nie Louis blagam to nie tak, ja nie chcialam...
L: No tak przecież ty tylko odwzajemniłaś. Taki pocałunek nic nie znaczy prawda ? Będziesz go teraz całować za moimi plecami ? W co ty ze mną grasz ?
T: Lou wiem przepraszam, ale czuje coś do ciebie i do Harry'ego. Nie zmienie tego tak łatwo.
L: I co, jak nie możesz sie zdecydowac to ci daje jakiś przywilej do tego, żeby i jego całowac ? Weź sie zastanów co ty mówisz przez chwile.
Nie będe grał z tobą w jakies chore gierki i to na pewno nie bedzie wyglądąło jak jakiś trójkącik, wiec ty w końcu wybierz któregoś, bo ja już mam tego serdecznie dosyć.
Przyblizył sie teraz do mnie i ujął moją twarz w dłonie. Spojrzałam w jego oczy, które teraz sie szkliły.
L: Kocham cię, ale jezeli wolisz Harry'ego to po prostu mi to teraz powiedz. Nie chce, żebyś mnie oszukiwała. Chcę wiedzieć na czym stoje. Po prostu powiedz, że też mnie kochasz, wolisz mnie, a do Harry'ego nic nie czujesz i zakończmy te sprawe.
T: Ja... nie mogę tego powiedzieć.
Zaczęliście oboje plakać. On szybko pobiegł na górę, a ty nadal stałas tam gdzie wczesniej.
Nie powiesz mu, że nic nie czujesz do Harry'ego. Nie będziesz go okłamywać, bo to nie ma sensu.
Lepiej być szczerym od razu, a nie kogoś zwodzić. Tak jest lepiej dla ciebie i dla innych.
Poszlaś szybko do swojego pokoju, polożyłas sie na łóżku i pozwoliłas, żeby twoje łzy swobodnie spływały po twoich policzkach.
~~~~~
Boję sie, że Louis wszystko widział z okna. A jeżeli popsułem to co było między nimi ?
Lou to mój przyjaciel i zalezy mi na jego szczęściu, ale to ja bylem z nią na początku.
On dobrze wiedział, że ja ją kocham to czemu teraz mi to musi utrudniać.
Z drugiej strony to nie jego wina, że sie zakochał.
Zapukałem leciutko do drzwi jego pokoju.
Nie usłyszałem nic, wiec bez względu na to czy on teraz chce mnie widzie czy nie i tak wszedłem.
Leżał na łóżku, a po jego policzkach wolno spływały łzy.
L: Nie chce z toba rozmawiać. Nie chce cie nawet widzieć.
H: Louis przepraszam, nie panowalem nad sobą i to nie przez nią. Ona nie chciała. Powiedziała coś, że mozesz to zobaczyć i w ogóle, ale ja w tamtym momencie jej nie słuchalem po prostu to zrobiłem.
Wstał z łóżka i podszedł do mnie.
L: Myślisz, że to coś w tym momencie zmieni. Nie chce cię znać! Czy chociaż raz będziesz liczył sie ze mną ?
Czy przez chwile nie moge być szczęśliwy ? A jak juz jestem to zawsze zjawiasz sie ty i wszystko psujesz. Aż tak mało dla ciebie znacze, że niszczysz to o co sie tak bardzo starałem ?
H: Czemu tak mówisz ? Kocham cię jesteś dla nie najważniejszy i nigdy nie chciałem żeby jakaś dziewczyna nas poróżniła.
L: Chcesz skończyć tą przyjaźń ?
T: Co ???
W tym momencie do pokoju weszła (T.I) cala we łzach i była wręcz przerażona.
Nie wiedziałem co mam w tym momecie powiedziec, bo slowa Louis'a również mnie przeraziły. Czemu on chce to skończyć ?
Przecież możemy sie jakoś z tym wszystkim uporać i wszystko może być takie jak dawniej.
T: Nie tak nie może być. Nie będziecie sie przeze mnie kłócić. Jeżeli ma to was jakoś poróżnić nie bedzie z żadnym z was. Nie będe niczego niszczyła. Jesteście jak bracia. Nie pozwolę na to.
L: A masz lepszy pomysł. Każdy z nas cie kocha i wiemy, że ty nas też i sama nie możesz sie zdecydować. To co chcesz w takiej sytuacji zrobić ?
H: Zostaniesz z Louis'em.
T&L: Że co ???
H: Tak, tak będzie najlepiej. To ja wszystko zepsułem. I nie potrzebnie wszystko mieszam. Niech będzie tak jak było.
Z: Lou chodź szybko na chwilę, ktoś do ciebie.
Louis wyszedł z pokoju i zostałaś sama z Harry'm.
T: Harry, ale...
H: Spokojnie wszystko jest dobrze. Poradze sobie jakoś.
Przybliżyła sie do mnie tak blisko jak tylko sie dalo. Podniosła głowę do góry, żeby mi spojrzec w oczy.
~~~~
Czułam jego zapach i oddech na mojej twarzy.
T: Harry kocham cię. Nie chce cię stracić, teraz to wiem, ale zakochałam sie i w tobie i w Louis'ie, to nie moja wina, że...
H: Nikt ci tutaj nie obwinia. Ja też cię kocham, ale jezeli będziesz szczęśliwa z Louis'em to, to zaakceptuje.
Przytuliłaś go mocno i dałas mu buziaka w policzek.
Uśmiechnął sie do ciebie, a ty go odwzajemniłaś.
Staliście jeszcze tak długo wpatrzeni w siebie jak w obrazek. Splótł jego pace z twoimi i trzymał cie mocno drugą ręką.
Tak naprawde bardzo chciałaś znowu dotknąć jego ust po raz kolejny, ale nie chciałaś znowu robic awantury. Wystarczyło ci, że stoicie tu sami, trzymajac sie za ręce i patrzycie sobie w oczy. To była kolejna wspaniała chwila w tym dniu.
~~~~
L: Co chciałeś ?
Z: Ktoś do ciebie, przed drzwiami stoi.
Otworzyłem drzwi i od razu serce mi zamarlo.
L: Eleanor ?
Jest rozdział :)
Można powiedzieć, ze w końcu...
Wiem późno ale nie mogłam wczesniej. Po pierwsze nie miałam jakiegoś pomysłu,a po drugie szkoła i masa nauki :/
I jak wrazenia po takim wzrocie akcji. Wiem znowu namotalam jak zwykle, ale nie chciałam, żeby było nudno :)
Rozdział mi wyszedł długi, wiec strasznie sie ciesze, ale sam rozdział chyba tez może być.
Więc bedzie nowa postać czyli była Louis'a Eleanor. Musiałam coś wymyslić, żeby nie było za dobrze.
Bardzo dziękuje za komentarze :) Jesteście wspaniałe <333
Nowy na pewno w środe, bo później wyjeżdżam w długi weekend, a po weekendzie mam zieloną szkołe, wiec napisze w środe :)
Piszcie co myślicie o tym rozdziale :)
Pytania klik
Olcia Styles

piątek, 17 maja 2013

One Kiss And So Much Questions

Włącz: klik
Milion myśli przechodzi mi teraz po głowie.
Nie wiem co zrobić. Kocham go.
Ale sama wiem,  że to samo czuję do Harry'ego.
Wcześniej sama nie potrafiłam się do tego przyznac.
Żyłam w nadziei, że mi juz przeszło, jednak widać, że uczucia tak szybko nie gasną.
Ale chce być szczęśliwa. I może właśnie to szczęście znajde u Louis'a.
Nie mówię, że Haryy'm było mi źle. Nie. Tylko widocznie los chciał to zepsuć i postawil nas w dziwnych sytuacjach z którymi nie potrafilismy się uporać. Nie znaleźliśmy odpowiedniego wyjścia, z tych wszystkich przeszkód na naszej drodze.
Może powinnam dać nam szanse. Spróbować przynajmniej.
Najprawdopodobniej czas pokaże czy jestesmy dla siebie stworzeni.
Wiem, że nie warto o tym teraz myśleć, ale z drugiej strony ja mam 17, a on 21. Dużo i nie dużo.
Ale ja nie widze między nami jakiejkolwiek różnicy wieku. Nawet o tym nie pomyślałam.
Myślmy pozytywnie. To najlepszy sposób na wszystkie przeszkody, decyzje.
I ja tak myśląc pozytywnie podjęłam juz decyzje.
A czas pokaże czy ona była słuszna.
T: Tak
Uśmiechnęliśmy sie w tym samym momencie. On podniósł mnie do góry i zakręcił parę razy. Zaczęłaś krzyczeć żeby mnie puścił. Kiedy mnie w końcu postawił, musnął moje malinowe usta.
L: Kocham cię. Wiedziałem, że się zgodzisz.
T: Wcale nie, nie odpowiadałam długo i widziałam strach w twoich oczach. Wcale nie byłeś tego pewny.
L: No dobra masz mnie, ale wiedziałem, że coś do mnie czujesz. Chodź wracajmy.
T: Taki deszcz ?
L: To biegniemy.
Złapał mnie za ręke i zaczął biec i tym samym zaczął mnie ciągnąć. Nie puściłam go tylko posłusznie bieglam jego tempem. Niestety wysiadałaś i miałaś już dość.
L: No co jest ? Jeszcze 400 metrów.
T: No i co ? Zmęczyłam się. Tak po za tym i tak jestem juz cała mokra, więc to nie zrobi różnicy.
L: Zrobi bo będziesz chora. Wskakuj.
T: Na barana ? Nie dasz rady.
L: Oj wchodź.
Wskoczyłaś mu na plecy, wtuliłaś sie w niego i zaczął biec. Miał niesamowita kondycje skoro nawet ze mną może biec. W końcu dotarliście do domu. Cali mokrzy. On zmachany, a ja śmiałam się z niego w najlepsze.
L: Śmiejesz się ze mnie ? To nie dosc, że cię nosiłem to ty jeszcze się śmiejesz ?
T: Mam się bać ?
Powolnym krokiem zaczęłaś się cofać aż wpadłaś na ścianę. On przybliżył sie do ciebie i zaczęliście się całować, najpierw delikatnie, a potem coraz bardziej zachłanniej.
Z: Wow jakie amory.
Zobaczyłas Zayn'a trzymającego Rose za ręke.
T: To wy też juz razem ? Tak się ciesze.
Podbiegłaś do Rose i ją mocno przytuliłas.
R: Będziemy chodzić na podwójne randki.
T&R: AAAAA!!!!
Zaczęłyście skakać, piszczeć. Wreszcie ogarnęłyście sie i podeszłyście do swoich chłopaków.
Złapałaś Louis'a za ręke i kierowaliście sie na schody kiedy do domu wszedł Hazza ze  spuszczoną głowę i oczywiście tak jak ty był caly mokry. Najpierw spojrzał na Louis'a, poźniej na mnie, na ręke i znowu na ciebie. Szybko się wycofał i uciekł.
Puściłas ręke Louis'a i bez namysłu pobieglaś za nim, krzycząc aby się zatrzymał.
Dogoniłas go przy furtce. Złapałas za ręke i stanęłaś naprzeciwko jego.
Z nieba padał deszcz, można powiedzieć jakby ktoś wylewał hektolitry wody prosto z wiadra.
Po mimo deszczu można było zobaczyć, że ma szkliste oczy.
H: Kochasz go ?
Czy czujesz do niego to samo co do mnie ?
T: Prosze nie utrudniaj mi tego, błagam.
H: Odpowiedz mi na pytanie. Tylko tak dowiem się czy mnie skresliłas.
T: Nie skreśliłam ciebie. Obydwoje jestescie dla mnie bardzo ważni. Musisz to zrozumiec, że..
H: A czemu ty nie chcesz pojac, że cie kocham nad życie i nie mogę bez ciebie życ.
Nawet nie wiesz co ja przyzywałem bez ciebie kiedy cię nie było. Potrzebowałem cie. Twojego usmiechu, twoich oczu, głosu. I myśle, ze ty przez cały ten czas również mnie potrzebowalaś.
Wiem, że popelniałem sporo błedów, ale przez te wszystkie pomyłki zrozumiałem, że to ty jesteś dla mnie najwazniejsza i jestes tą jedyną.
T:  Harry proszę przestań, nie chce żeby coś się między nami przez to popsuło. Pamietaj, że Lou to twój przyjaciel. Nie miej do mnie pretensji. A jeżeli chodzi o nas to będziemy razem tylko, że na niby przed fotoreporterami. Simon kazał.
H: I mówisz to z takim spokojem ? Przecież ja nie dam rady udawać, bo ja cię kocham naprawde. A co na to Louis ? Nie mogliście wy być razem skoro i tak już jesteście ?
T: Simon powiedział, ze ty. Chodź do domu. Zaraz będziemy chorzy. Chodź wreszcie.
H: Pocałuj mnie.
T: Co ?? Zwariowałes ? A jak Louis zobaczy przecież...
Nie dokończyłaś, bo Harry po prostu cie pocalował. Nie zwazając na to, ze Louis może stać w oknie. Nie zwazajac na to, że i tak już jestesmy cali mokrzy.
Ten pocałunek był taki delikatny, lekko musnął twoje usta, a ty nie mogłas się powstrzymać, żeby nie ciagnąc tego dalej. Chciałaś tego i wtedy, kiedy już skończyliście pomyślalas, czy nie zrobiłas błedu będac dziewczyną Louisa, kiedy ty nadal kochasz Harry'ego.
I zdajesz sobie sprawe, że zależy ci na nich tak samo. Ze żadnego z nich nie chciałabyś stracic, ze zadnego nie chciałabyś skrzywdzić albo zranić.
Stajesz pod duzym problemem, którego nie potrafisz rozwiązac, bo możesz ich skrzywdzić kolejnym ruchem, który moze zniszczyć i ciebie i ich.
W końcu życie samo wybierze za ciebie.
Czasem trzeba trochę czasu żeby zrozumieć parę spraw.
Wiadomo, że życie jest krótkie, ale jeżeli chcemy być szczęśliwi musimy trochę poczekać.
Wszystko przyjdzie w swoim czasie.
Dobrze na poczatku oczywiście musze przeprosić za to, że tak dawno nic nie dodałam.
Nie mogłam jakoś napisać tego końca i długo się nad nim zastanawiałam.
Wyszedł mi taki dziwny i nie jestem z niego zadowolona no ale cóż w końcu musiałam coś dodać...
Dla wyjasnienia to mogę powiedzieć, że w dalszych rozdzialach pomiędzy Louisem a Harry'm nie będzie za wesoło. I każdy będzie miał do ciebie o cos pretensje...
Piszcie co myśliscie na temat tego rozdziału :)
Dziękuje bardzo za komentrze pod ostatnim rozdziałem <33 Kocham Was !!
Pytania : klik
Olcia Styles

środa, 8 maja 2013

Love'll Come When You Don't Expect

Włącz : klik
Los dał mi drugą szanse na miłość ?
Nie wiem, ale ta pierwsza wcale nie była udana...
Nie chce wspominac mojego pierwszego chłopaka, to była jakaś porażka.
Czasami zakochujemy sie nieszczęśliwie i to nas dołuje.
Myślimy, że już nigdy nie znajdziemy swojej drugiej połówki.
Pamiętam dobrze jak bardzo zazdrościlam (T.I ) kiedy była z Jack'iem.
Byli tacy zakochani, na kazdym kroku się calowali, spedzali ze soba kazda wolną chwile.
Czułam sie wtedy samotna, czułam, że nigdy nie spotkam tego chłopaka, który może tak samo zawrócić mi w głowie jak poprzedni.
I jak bardzo się myliłam. Nie moge teraz uwierzyc, że siedze na przeciwko Zayn'a Malika i rozmawiamy sobie w najlepsze w kawiarni. Dopiero teraz go poznałam i chyba sie zakochałam.
Czuje ciarki kiedy bawi sie moimi palcami i rumienie się kiedy patrzy mi prosto w oczy i mówi mi że jestem śliczna. Nie sądziłam, że jeszcze to kiedyś poczuje. A jednak...
Z: Emm.. Rose wiesz... bo ja cie bardzo lubię i wiem, że może to za wcześnie, ale nie chce juz udawać, że miedzy nami nic nie ma.... chciałabyś być moją dziewczyną ?
Uśmiechnęłaś się lekko, przypatrując mu sie uwaznie.
Nie zastanawiałaś sie długo.
R: Tak, chce być twoja dziewczyna.
Złapał mnie za ręke i pociągnął w stronę wyjścia.
Stanęliśmy naprzeciwko kawiarni i w tym momencie pocałował mnie.
To był taki magiczny pocałunek. Czulam się niesamowicie.
Poźniej szliśmy ulicą w stronę domu, przymając się za ręce.
Z pewnością nigdy nie zapomnę tej chwili...
~~~~
L: Idziemy ?
Wyrwał mnie z zamyśleń jego głos. Taki melodyjny i spokojny.
L: Znowu się smucisz ? Jak mogę ci poprawić humor ?
T: Nie jest wszystko w porządku to co otwieraj samochód.
L: Nie, przejdźmy się.
Spojrzałas na niego dziwnie, ale w końcu ruszyłaś za nim wolnym krokiem.
Szliśmy w milczeniu. Nie chciało ci sie rozmwiać i on to pewnie wyczuł, bo też nic nie mówił.
Co i raz spoglądał na mnie ukradkiem, a potem znowu przybierał smutna minę.
T: A tobie co się stało, że taki smutny ?
L: O to że nie potrafisz o nim zapomnieć.
T: A ty też zapomniałes o osobie którą kochasz tak od razu, zyjac z nią na co dzień ? Nie wydaje mi sie. Moge tylko ci powiedzieć, że ja nie chce już z nim być.
L: To sa tylko puste słowa. A kiedy go zobaczysz, to od niego nie możesz wzroku oderwac. Prosze cię tylko, abyś przejrzała na oczy. Nie chce żebyś przez niego cierpiała.
T: Louis ! Nie zapominaj, że to twój przyjaciel, a ty tak źle o nim mówisz. Może i się pomylił, pogubił, wybaczyłam mu, ale nic między nami nie bedzie. I prosze skończymy ten temat.
Dalej szliśmy w ciszy. Denerwuje mnie to, że ciagle rozmawiamy o tym samym i on jeszcze tego nie zrozumiał. Z drugiej strony miło, że sie tak o mnie troszczy.
Zauważyłaś, że zblizają się czarne chmury. Znowu deszcz. Jakby tego było mało, teraz ciągle będzie taka pogoda. A ona tak bardzo odzwierciedla mój nastrój.
Weszliście do odpowiedniego studia i znaleźliscie Simona.
S: O wreszcie przyszliście. Słuchajcie po pierwsze wyjaśnijcie mi to.
Połozył na stole mnóstwto gazet, na których byłam ja z Harry'm albo z Louis'em. Było to zdjęcie, kiedy przyjechali do Jack'a, żeby mnie zabrać.
S: Co wyście tam robili ? I ten nagłówek. Spójrzcie. "Czyżby (T.I)(T.N) odmówiła tak szybko współpracy z One Direction ? W nocy niepostrzeżenie wyszła z ich domu z walizkami i weszła do jakiegoś samochodu z nieznanym chłopakiem"  To prawda ?
T: Tak, ale to...
S: Nie chce wyjasnień. Ty myślałaś, że oni na was nie czatują dzień i w nocy ? Czemu uciekłaś ? I czemu wy nic mi nie powiedzieliście ?
L: Nie denerwuj się na nią. To nie była jej wina. To przez H..
T: Przeze mnie. Nie wiem czemu to zrobiłam. Przepraszam...
S: Dobra pomińmy to ale następnym razem macie mi mówić wszystko i nie uciekać. Jasne ? Dobra teraz kolejna rzecz. Wiecie, że jeżeli ma się dobrze sprzedać płyta, musza o was dużo pisac. A najlepiej o jakimś romansie. I dlatego ty udasz związek z Harry'm.
T: Czemu z Harry'm ? Po co tak kłamać ?
L: Nie zgadzam się na to. Źle to się wszystko skończy.
S: Tak z Harry'm, dlatego, że nie chce żeby o nim pisali, że co dzień ma inną. Jeżeli będzie z tobą to będzie sie pilnował. Po za tym wy jestescie razem, więc nawet udawać nie musicie.
T: Nie, nie jestesmy już razem.
S: Trudno, wytrzymacie. To tyle spotykamy sie za tydzień, robimy dokończenia z płytą i maja być wszyscy jasne ? To pa. A i najlepiej, żebyście teraz wszędzie chodzili razem, zeby każdy was widział.
Wyszedł i my też bez słowa skierowaliśmy sie do wyjścia.
T: Czy dla niego wszystko jest takie proste ? "Trudno wytrzymacie " ? Co to ma być ? Co mnie obchodzi, że Harry może mieć każdego dnia inną, to jego sprawa, nie moja.
Czemu nic nie mowisz ?
L: Myśle.
T: Nad czym ? Czy ty mnie w ogóle słuchasz ? Jesteś jakiś nieobecny... Louis !
Chyba nie zauwazył, ale własnie przejechalby go samochód. Spojrzałam na niego.
Po jego policzkach zaczeły spływać łzy.
T: Louis co ci jest ?
L: Nie rozumiesz ? Przeciez jak zaczniesz udawac związek z Harry'm to z pewnością zaraz do siebie wrocicie. Ja tego nie wytrzymam.
Zaczął biec w stronę parku, a z nieba zaczęły padać krople deszczu.
T: Louis ! Louis zatrzymaj się !
Przystanał na środku alejki. Staliście tak naprzeciwko siebie już cali prawie mokrzy. Podeszłaś do drzewa i oparłas się o niego. Przynajmniej pod tym rozłożystym dębem nie mokłas.
Podszedł do ciebie i ujął twoją twarz w dłonie. Spojrzałaś się dół i zauważyłas że twoja bluzka prześwituje. Uśmiechnal się lekko, a ty znowu spojrzałaś na niego.
L: Zależy ci na mnie ?
T: Tak, a ...
Nie dokończyłas, bo Louis pocałował cię namiętnie, a tobie aż zabrakło tchu. Złapalaś go za koszule i jeszcze bardziej przyciągnęłas do siebie. Podobało ci się. Kiedy się skończył, a nie trwało to krótko, uśmiechnęłaś się do niego i zawiesiłaś ręce na jego szyje.
T: A tobie na mnie zależy ?
L: Nawet nie wiesz jak bardzo. To co teraz uważasz, że między nami nic nie ma ?
T: Czy ja kiedykolwiek coś takiego powiedziałam ? Chodziło mi o to, że traktowałam cię jako przyjaciela, pewnie to źle zrozumiałeś.
L: "Traktowalam" ? Czas przeszły... czyli masz teraz o mnie inne zdanie ?
T: Nie wiem ... moze...
Przejechał palcem po twoim policzku,a to wywołalo na twojej skórze miły dreszczyk.
L: Może spróbujemy ?
Zatkało cię. Z jednej strony wiedziałaś, że pewnie coś się wydarzy, ale nie wiedziałaś, że już się o to ciebie zapyta, tak teraz.
T: Czy jest sens ? Jeżeli mam udawać ten pojebany związek to prędzej czy później dowiedza się, że jednak jestem twoją dziewczyną a nie Harry'ego. A to może jeszcze bardziej pogorszyć sprawę.
L: Mało mnie obchodzi to co sobie pomyślą. Dla mnie liczysz się teraz tylko ty.
Wiem, że może to zabolić Harry'ego, ale on wie, że ja coś do ciebie czuje, więc pewnie zdaje sobie sprawe, że to może nastąpić.
Nie chce z tym czekać, bo później może być różnie, dlatego... chcesz być ze mną ?
Rozdział wyszedł do bani :(
Skopałam go, miałam takie plany co do tego rozdziału wszystko miało jakoś inaczej wyglądać.... masakra :(
Jest krótki i wgl.. taki nijaki...
No tylko tyle, że Zayn jest z Rose a Wy macie udawać związek z Harry'm... ale serio myślałam, że mi to lepiej wyjdzie :( Przepraszam
Dziękuje bardzo za wszystkie komentarze, że w ogóle czytacie <333
Uwielbiam Was, gdybyście nie czytały nie pisałabym tego bloga <33
Do następnego ^^
Olcia Styles

wtorek, 30 kwietnia 2013

Just A Little Something

Włącz :klik
Jego ciepła ręka lekko musnęła moje palce u ręki. Szybko mu ja zabrałam, błądząc wzrokiem gdzie sie da tylko, żeby na niego nie patrzeć.
Li: To może my was zostawimy.
Bez słowa wszyscy zaczęli nas wymijać. Czułam wzrok Louisa na sobie przez chwile, ale poźniej szybko poszedł na góre, mocno trzaskajac drzwiami.
Przygryzłam lekko warge, czekając na to co powie.
Czułam, że przez ten cały czas się na mnie patrzy. To było nie do zniesienia.
Nie czekajac na to co powie, po prostu dalej szłam na góre. On jednak nie dał za wygraną i złapał mnie za ręke.
Odwróciałam sie do niego ze wśkiekła miną.
Zabrałam szybko ręke i spojrzałam na niego.
T: Co chcesz ?
Powiedziałaś z chrypą w głosie. Starałaś się nie rozpłakać, jednak za bardzo to ci sie nie udawało.
Czułaś że twoje oczy robia się szklane. Tylko nie wiedziałaś czemu chcesz plakać.
Z bezsilności ? Ze smutku ?
Nie miałaś siły. Nie dość że byłaś strasznie zmęczona, to jeszcze on ci wszystko utrudnia.
T: Powiesz coś wreszcie czy mamy tak stać cała noc ?
Spojrzał na ciebie tymi zielonym oczami i zauważyłaś że płacze.
Po jego policzkach szybko spływały łzy. Otarł je natychmiast, pewnie myśląc, że ich nie zauważyłam.
H: Chodź na zewnątrz.
Powiedział załamanym głosem. Otworzył mi drzwi, a ja powolnym krokiem wyszłam na powietrze.
Było chłodno. Niewiarygodne, że przez godzinę tak szybko moze zmienić się pogoda. Wiał zimny wiatr, powodujący na twojej skórze gęsią skórkę.
Harry kierował się na ogrodową huśtawke, więc i ty poszłas za nim. Usiadłaś wpatrzona w przesteń kompletnie nie spodziewajac się, o czym chce porozmawiac. Nie chciałaś tylko żeby znowu zaczał temat waszego bycie ze soba, bo nie chciało by ci się tłumaczyć tego od początku.
Zaczęłaś ziewać, przymykajac lekko oczy. Zaczał przechodzic po tobie zimny dreszcz.
Harry okrył cię swoja marynarką, niepewnie sie uśmiechając. Odpowiedziałaś tym samym.
Miałaś nadzieje, że zaraz coś powie, bo te milczenie wcale ci nie pomagało.
Po chwili odchrząknąl i w końcu się odezwał.
H: Jeżeli to będzie moje dziecko wyprowadzisz się stąd ?
Powiedział ze smutkiem, spoglądając na mnie.
Odwróciłaś głowe w druga strone, odpowiadając milczeniem.
Nawet nie wiesz jak zrobisz. Z jednej strony głupio mieszkac zdalej z Victorią, a z drugiej nie chcesz opuszczaś przyjaciół, po raz kolejny.
H: To znaczy że tak.
Głos mu się załamał i nie powiedział nic wiecej.
Zlapałaś się za głowę szukając ratunku z tego wszystkiego.
Nie miałaś pomysłu jak z tego wszystkiego wybrnąć. To trudne.
Czasami los daje nam sytuacje bez wyjścia.
Jestesmy bezsilni, nie mamy leku na to co się stało.
Brak możliwości wykonania jakiegokolwiek kroku, który by prowadził do czegoś dobrego.
Do czegoś co by nam pomogło zrozumieć, zapomniec.
Czasami tak niewiele trzeba, aby wszystko doszczętnie zepsuć, to o co tak bardzo walczyliśmy do samego końca, dopóki tego nie dostalismy.
T: Kiedy powiesz reszcie o tym dziecku ?
H: Boje się o tym im powiedzieć.
T: Kiedyś i tak będziesz musiał. Powiesz im jutro rano, żeby poźniej nie było niepotrzebnych kłótni.
Słychać było jak głośno przełknął ślinę.
H: Co ja zrobie jeżeli to będzie faktycznie moje dziecko ? Co bedzie z zespołem ?
T: Wiesz, ze nie znam odpowiedzi na to pytanie. Moge ci tylko powiedzieć, że na pewno będziemy cie wspierać. Dobranoc Harry.
H: Zaczekaj. Wiem, że ty już nie chcesz do mnie wracać i uważasz mnie za ostatniego dupka, ale wiedz, że cie kocham i będe starał się wszystko naprawić.
T: Już nic nie naprawisz. Nie naprawisz tego, że możesz zostać ojcem, nie naprawisz tego co zdarzyło się sie miesiąc temu. Po prostu trzeba sie z tym pogodzić i tyle Harry. Nie masz na wszystko wpływu.
Oddałaś mu marynarke i poszłaś wolnym krokiem do domu. Weszłaś do twojego pokoju, w którym były już twoje walizki. Nic się w nim nie zmieniło. Wszystko stało na swoim miejscu. Na łóżku leżała sukienka, którą wcześniej zostawiłaś powieszona w szafie i kartke, która napisałaś do chłopaków.
Wyjęłaś z walizki piżamę i najpotrzebniejsze rzeczy i położyłaś się na łóżku.
Czy naprawde w życiu musi być wszystko takie trudne ?
Czy na kazdym kroku musimy znaleźć jakie przeszkody ?
~~~~~
Siedziałaś na kanapie, jedząc płatki na mleku i przełączając bezmyślnie kanały.
W końcu go wyłączyłas, bo nie mogłaś się pomyślec.
Zaczęły ci znowu lecieć łzy i nawet nie zauważyłaś, że koło ciebie usiadł Louis, z miną jakby ktoś umarł.
Szybko je otarłaś, udając, ze nic sie nie stało.
T: Co ty masz taka mine ?
L: Nie lubie kiedy płaczesz.
Usmiechnęłas się lekko do niego.
L: Martwisz się, że to Harry będzie ojcem tak ?
T: A ty nie ? Wiesz jak to może popsuć plany związane z zespołem...
Nie dokończyłaś go przerwał ci ręką.
L: Tobie nie chodzi o zespół tylko o twoje uczucie, jakim go darzysz.
T: Prosze nie rozmawiajmy o tym. Nie chce.
L: Dobrze, ale w końcu przestań się smucić. To nie twoja wina, że to zrobił. Nie potrzebnie przez niego cierpisz. Chce żebyś była szczęśliwa.
Uśmiechnął się i złapał cię za ręke.
Słyszalaś, ze ktos schodzi po schodach.
To był Hazza.
T: Powiedziałeś im ?
Nie odpowiedział ci. Szybko do niego podeszłaś i zagrodziłaś mu droge.
T: Albo ty im to powiesz albo ja to zrobie.
Z: Co nam powiesz ?
Po schodach zeszla własnie reszta One Direction i Rose.
Wszyscy czekali co im chcesz powiedzieć, a raczej co on ma im powiedzieć.
H: Czemu ty mi to robisz ?
T: Mieliśmy umowe, po za tym nie masz prawa ich oszukiwać.
Li: Czy ktos w końcu powie o co chodzi.
Harry spojrzał  na ciebie, a ty wzrokiem dodałas mu otuchy.
Wział głeboki wdech i wreszcie to z siebie wyrzucił.
H: Victoria jest w ciąży i... mogę być ojcem jej dziecka.... dzisiaj ide na badania w tej sprawie.
Popatrzyłaś na wszystkich. Każdy miał bardzo zdziwioną minę, zresztą nie zdziwiłas im się. Przygryzałaś dolną warge czekając z niecierpliwieniem co oni powiedzą.
Znienawidza go ? Chociaż to jego przyjaciele powinni przynajmniej zrozumieć...
Widocznie nikt nie dał rady wykrzesać z siebie ani słowa. To było dla niech ciężkie tak samo jak dla Harry'ego, który stał juz praktycznie ze łzami w oczach.
Nie chciałas go usprawiedliwiać, ale nie chciałaś, żeby się przez to pokłócili.
T: Słuchajcie nie bądzcie źli czy coś, to nie jest jeszcze pewne. Nic nie jest jeszcze wiadomo...
Z: Nie usprawiedliwiaj go. Zniszczy sobie tym zycie. Niestety i nasze też.
W tym momencie Zayn rzucił sie na Harry'ego przewracajac go na podłoge.
T: Zayn !! Nie poprawisz tym sytuacji. Mi tez nie jest łatwo, ale trudno stało się nie zmienimy tego, teraz możemy tylko czekac na wyniki.  Nie mam zamiaru go usprawiedliwiać, ale nie chce, żeby zrodziło konflikt między nami.
T: Ej zaraz wydadzą nasza płytę. Bedziemy mieli trase koncertowa. To jest teraz ważne. Niech Harry teraz myśli jak to będzie musial połączyć. A może nie będzie musiał, bo dziecko nie musi być jego. Za tydzień wyniki prosze postarajmy się do tego czasu zachować miłą atmosfere w tym domu. Blagam was.
Zayn pomógł mu wstać, a ty uśmiechnęłas się pod nosem.
T: Idź już bo się spóźnisz.
H: Pójdziesz ze mna ?
T: Nie to twoja sprawa, po za tym nie chce sie spotykac ani z nią ani z Jack'iem.
R: Co ? To Jack tez może być ojcem ?
T: Tak. Są dwie opcje, wiesz...
Harry juz odchodził, kiedy ty go odkreciłaś i przytuliłas.
T: Trzymaj sie tam.
Usmiechnął się i wyszedł.
N: A co będzie jezeli faktycznie to będzie jego dziecko ?
Nikt nie odpowiedzial. Poszlaś do pokoju przebrać się w coś normalnego. Byłaś w samej bieliźnie, kiedy Louis wbiegł do twojego pokoju.
T: Aaaa !!! Lou co ty tu robisz ? Czemu nie zapukałes ?
L: A no przepraszam po prostu mam ważna wiadomość od Simona.
Zobaczyłaś jak zjeżdza cię wzrokiem od góry do dołu.
T: To może ty teraz wyjdziesz, a jak sie ubiore to pogadamy co ?
Popchnełas go lekko, żeby wyszedł uśmiechając się lekko.
Odetchęłaś cieżko i zaczęłaś ubierać dalsze cześci garderoby.
Potem wyszłaś i zapukałaś do jego pokoju. Weszłaś siadając na łóżko.
L: Słuchaj strasznie ci przepraszam, że tak po prostu do ciebie wszedłem, serio tak mi głupio...
T: Dobra dobra tak ci głupio, że aż fajnie że zobaczyłes mnie w samej bieliźnie.
L: Nie wcale...
T: Tak, wiem co widziałam.
L; Wiesz... nawet nie wiesz jaka jesteś piękna.
Zarumieniłaś się lekko, spoglądając w jego oczy. On zaczął się do ciebie przybliżać. Dotknął mojego policzka...
T: Ammm... no to o co chodziło z tym Simonem ?
Powiedziałas wymijajaco.
L: Chciał, żebyśmy do niego wpadli i pogadali o tej płycie. Powiedziałem że pójde ja z tobą.
T: Ok to ja już bede czekać na dole.
Ubrałas płaszczyk i poczekałaś na dworze. Było chlodno, liście przybierały kolory brązu, pomarańczy, złota i  spadały wolno na ziemie. Pozbieralaś kilka i obracałaś je w palcach.
Wysłałaś sms do Harry'ego czy wszystko ok. Po mimo, że nie byłas już z Harry'm nie chciałas, żebyście rezygnowali z przyjaźni.
Ona jest bardzo wazna w naszym życiu.
Przyjaciele sa jak rodzina, którą sami sobie wybieramy. I której za żadne skarby nie chcielibyśmy jej wymienić.
Jest rozdział i powiem szczerze, że nic konkretnego sie w nim  nie dzieje. 
Mogę tylko powiedzieć, że w nastepnym rozdziale wydarzy się bardzo dużo i nie moge się doczekac kiedy go napisze. I spodoba mi się tak samo jak wam. :D
Ale wracając do tego to prosze napiszcie co o nim myślicie :>
I jak kto będzie ojcem tego dziecka ? Piszcie, który to będzie.
Dziękuje bardzo za komentarze pod ostatnim rozdziałem <33
No to piszcie co myślicie :>
Pytania : klik
Olcia Styles